Jak kupowałem mieszkanie w Brazylii
Jak kupowałem mieszkanie w Brazylii… i prawie zamieszkałem w trzech naraz
Jak kupowałem mieszkanie w Brazylii. Pierwszy raz, kiedy naprawdę poczułem, że jestem w Brazylii i że tu nic nie dzieje się tak, jak w Polsce, to był dzień, w którym wyruszyłem zobaczyć swoje potencjalne mieszkanie nad oceanem.
Anegdota nr 1: Punktualność po brazylijsku
Była 10:00 rano, upał jak w piekarniku. W Polsce, jeśli umawiasz się z agentem na 10:00, to o 9:55 stoi już przed budynkiem z teczką dokumentów.
Tutaj? O 10:15 wysłałem wiadomość: „Jestem na miejscu”.
Agent odpisuje: „Zaraz będę”.
W Brazylii „zaraz” to pojęcie względne – pojawił się o 11:20, w klapkach, z plastikową siatką pełną pão de queijo(serowych bułeczek).
„Najpierw zjemy” – powiedział. „Na głodnego się nie podejmuje decyzji o mieszkaniu. Zła energia wtedy wchodzi w umowę”.
Anegdota nr 2: Plaża ważniejsza niż podpis
Dotarliśmy do mieszkania – widok z tarasu taki, że człowiek zapomina o wszystkim innym. Ocean aż wdzierał się do salonu samym swoim szumem. Cena? Śmieszna w porównaniu do Warszawy.
Ja już chciałem ustalać szczegóły – zaliczka, dokumenty, daty.
Agent spojrzał na mnie poważnie: „Marek, dzisiaj jest sobota. Bank zamknięty, notariusz zamknięty. Po co się spieszyć? Lepiej chodźmy na plażę”.
I poszliśmy. Pod parasolem jedliśmy grillowane krewetki za równowartość 12 zł, popijaliśmy zimne kokosowe mleko i rozmawialiśmy o tym, jak jego wujek wygrał kiedyś w loterii motocykl… i sprzedał go, żeby zrobić większe barbecue.
Anegdota nr 3: Trzy mieszkania w trzy dni
Zanim kupiłem to jedno, byłem już umówiony na oglądanie dwóch innych.
Pierwsze – piękne, ale właściciel w połowie prezentacji przypomniał sobie, że może jednak nie chce sprzedawać.
Drugie – jeszcze piękniejsze, ale sąsiad w windzie ostrzegł mnie: „Nie kupuj. W nocy psy szczekają tak, że nie zaśniesz”.
Trzecie – to właśnie to, które ostatecznie wybrałem. Zanim jednak podpisaliśmy umowę, właściciel wyjechał na dwa tygodnie „do ciotki na wieś”. Dokumenty? „Będą po powrocie”.
Anegdota nr 4: Ochrona, która zna wszystkich
W czasie oczekiwania na powrót właściciela poznałem ochroniarzy budynku. Jeden z nich – pan João – codziennie pytał: „To kiedy pan się wprowadza, panie Marek?”. Po trzech dniach znałem już wszystkie plotki z bloku, historię małżeńską dwóch sąsiadów z 12. piętra i… dostałem od Joãa zaproszenie na chrzest jego wnuczki.
Anegdota nr 5: Podpis w rytmie samby
W końcu przyszedł dzień podpisania umowy.
W Polsce to formalna atmosfera, garnitury, powaga.
Tutaj? Notariusz przyjął nas w koszulce polo, na biurku stała otwarta puszka Guarany (lokalnego napoju), a w tle z radia leciała samba. W połowie podpisywania dokumentów do pokoju wpadła jego żona, pytając, czy może zabrać nasz stolik na chwilę, bo ma na nim ciasto dla sąsiadki.
Tak, to był moment, w którym zrozumiałem, że tu się żyje inaczej.
Czego nauczyła mnie ta historia?
W Polsce mieszkanie kupujesz szybko, sprawnie, bez „przystanków na życie”. W Brazylii proces zakupu to nie tylko transakcja – to okazja do poznania ludzi, zjedzenia czegoś dobrego, wypicia kokosa, wysłuchania historii, które w żaden sposób nie są potrzebne do samej umowy… ale bez nich czujesz, że czegoś brakuje.
I to właśnie jest Brazylia oczami Polaka – miejsce, w którym czas płynie wolniej, ale intensywniej.